Wizyta Lekarska

sobota, 11 lutego

Wizytalekarska.pl to dane ponad 20 000 lekarzy, opinie, rankingi oraz ciekawe informacje medyczne.

Homeopatia = kompletne oszustwo ?

02 grudnia 2009 roku, 11:11

Według badań TNS OBOP przeprowadzonych w 2006 roku 81% Polaków słyszało o homeopati. 56% respondentów twierdziło, że wierzy w jej skuteczność natomiast 30% zadeklarowało jej stosowanie. Osoby, które jej nie stosowały w większości tłumaczyły się tym, iż poprostu o niej nie słyszeli. Jedynie 4% ludzi wątpiło w jej działanie. Co ciekawe typowy konsument to kobieta z dużego miasta, posiadające wyższe wykształcenie. Widać, że jest to popularny trend i warto byłoby dowiedzieć się czegoś więcej na temat, tego sposobu leczenia.

Homeopatia jest dość starą dziedziną (nie możemy jej nazwać dziedziną medycyny ponieważ z medycyną nie posiada absolutnie nic współnego, nie możemy jej nazwać także nauką ponieważ nie posługuje się żadnymi naukowymi metodami) - już kilkaset lat temu Paracelsus (1493–1541) sformułował zasadę, że wszystko może być trucizną i tylko dawka decyduje o ostatecznym efekcie. Jest to w zasadzie główna zasada na jakies bazuje homeopatia. Oficjalnie podstawowe zasady homeopatii sformułował pod koniec XVIII wieku Niemiecki lekarz Samuel Hahnemann (1755-1843). W homeopatii do leczenia stosuje się bardzo rozcieńczone roztwory wodno-alkoholowe substancji, często takie które u osób zdrowych wywołują objawy psychosomatyczne identyczne z objawami chorobowymi pacjenta - innymi słowy jeśli człowiek zatruł się jakąś substancją to jako terapie przypisuje mu się tą substancję w rozcieńczonej formie. Na tej samej zasadzie jeśli pacjent cierpi na bezsenność to przypisuje mu się rozcieńczoną kofeine. Brzmi bez sensu ? W praktye okazuje się, że jest to bardziej absurdalne niż większość ludzi zdaje sobie sprawę. Technologia produkcji leków homeopatycznych polega na wielokrotnym rozcieńczaniu różnych substancji wybranych przy pomocy klucza okultystyczno-astrologicznego. W rzeczwistości rodzaj aktywnej substancji nie ma znaczenia ponieważ poziomy rozcieńczeń jakie się stosuje są tak duże, że w ostatecznym preparacie nie pozostaje po niej żadnego śladu (poniżej analiza jednego z najpopularniejszych praparatów).

Powyższe fakty w ciekawy i dość humorystyczny sposób przedstawia James Randi - amerykański iluzjonista, sceptyk oraz przeciwnik pseudonauki, znany jako The Amazing Randi (ang. Zdumiewający Randi).



Pan Randi w bardzo przekonujący dla szerokiej publiczności sposób udowadnia naukowe racje - w dziedzinie homeopatii zasłynał między innymi z tego, że przed kongresem Amerykańskim zjadł 64 homeopatyczne "tabletki nasenne" co nie spowodowało u niego nawet ziewnięcia (niektórzy śmiałkowie zażywali 600 granulek różnego rodzaju środków homeopatycznych o łącznej wadze prawie pół kilograma, nie słyszano o żadnym przypadku przedawkowania). Randi wsławił się także wykryciem przekłamań podczas prezentacji wyników badań Jacques'a Benveniste'a (James Randi został zaproszony do komisji opiniującej, przez redakcję miesięcznika "Nature") dotyczących skuteczności działania homeopatii z roku 1994. Badania zostały sfinansowane przez francuską firmę farmaceutyczną (wiodący product leków homeopatycznych Dolisos Laboratories). Komisja, bez trudu wykazała ordynarne oszustwo dokonane w trakcie prezentacji eksperymentów laboratoryjnych, co zostało opublikowane w tymże periodyku 27 października 1988 roku na stronie 763. To jednak nie przeszkodziło Panu Benveniste'a (który w międzyczasie zdobył tytuł profesjora) w rozwoju kariery, ani firmie Dolisos w skutecznej sprzedaży preparatów homeopatycznych.

Przeanalizujemy jeden z popularnych leków homeopatycznych - Oscillococcinum. Jest to główny produkt koncernu Boiron - firmy, która w 2004 r. firma zatrudniała 2779 osób i zanotowała przychód w wysokości 313 milionów euro (potem przejęta przez Dolisos Laboratories, której obroty w 2004 roku przekroczyły pół milarda euro). Oscillococcinum to preparat homeopatyczny stosowany w leczeniu stanów grypowych i przeziębień, dostępny w ponad 50 krajach na całym świecie. W jednym gramie preparatu oscillococcinum znajduje się 0,85 g sacharozy oraz 0,15 g laktozy. Substancja aktywna znajdująca się w sprzedawanym leku (jest to ekstrakt z wątroby i serca dzikiej kaczki...) ma stężenie rzędu 200C - to znaczy równe 1 części substancji aktywnej na 100 do potęgi 200 (jedynka i 400 zer) części rozpuszczalnika. Każdy kto zna podstawy nauk ścisłych z łatwością może obliczyć, że stężenie 1 podzielone przez 10 do potęgi 400, oznacza, że aby spożyć jeden "atom substancji aktywnej" należy skonsumować ilość preparatu ponad czterokrotnie większą od obserwowalnego obecnie wszechświata. Jeśli ktoś zatem nie uznajac osądów nauki wierzy, że przyjmowanie śladowych ilości atomów jakiejkolwiek substancji pomaga w leczeniu, powinien zamiast spożywania tego preparatu napić się łyk wody - będzie miał wtedy większą szansę, że jakikolwiek atom substancji aktywnej trafi do jego organizmu.

Podobna sytuacja zachodzi w wypadku innych praparatów. Co więcej producenci wcale nie ukrywają swojego "dążenia do nieskończoności", twierdząc że w tym tkwi esencja homeopatii. Bowiem według homeopatów aktywność "leku " jest tym większa, im bardziej jest on rozcieńczony i "wytrzęsiony". Wytrząsanie, czyli tzw. potencjalizacja pomaga wydobyć "niematerialną naturę substancji" posiadającą "energię witalną" - jest to oczywiście zupełny absurd. Niestety wiara w energie, której nikt nigdy nie zaobserwował i nie zobaczył jej działania jest coraz powszechniejsza wśród ludzi, którzy dodatkowo za preparaty rzekomo wypełnione tą "energią" są gotowi płacić i aplikować je sobie i swoim dzieciom.

Dość zabawne z tej perspektywy wydają się częste zalecenia na lekach homeopatycznych aby przed ich spożyciem skontaktować się z lekarzem. Jest to sprytny zabieg marketingowy, który napewno uwiarygadnia preparat i może dać wrażenie, że preparat jest normalnie konsultowany i zalecany przez lekarzy. Naszym zdaniem w interesie sprzedawców tych "leków" byłoby jednak, aby pacjenci akurat kontaktowali się z lekarzami, ponieważ każdy rozsądnie myślący lekarz wyjaśni pacjentowi, że działanie takiego preparatu jest całkowicie neutralne, tożsame ze spożywaniem małej ilości dowolnej neutralnej substancji (np. cukru) i przez to nie może przynieść żadnego pozytywnego efektu terapii (z wyjątkiem szczególnych sytuacji, w której chory wierzący w rzekomą skuteczność kupionego przez siebie środka, jest pozytywniej nastawiony co zmniejsza stres i przyśpiesza wyleczenie). Wiara może czasem zdziałać rzeczywiście cuda, natomiast wmawianie sobie absurdalnych rzeczy niekoniecznie musi nas cokolwiek kosztować - zamiast zażywać środki homeopatyczne, można spróbować np. zapalić 3 świeczki lub rzucić witaminą C przez okno i liczyć, że przyniesie to poprawę. Efekt będzie dokładnie ten sam. Jeśli nasze zdrowie ulegnie rzeczywiście mimochodem poprawie, to mamy dowód skuteczności naszej metody, która możemy polecać odtąd innym. Homeopatia nie jest nauką, nie posługuje się żadnymi metodami naukowymi (z wyjątkiem wprowadzania terminologii, która ma nadać wrażenie naukowości) i żadne badania naukowe nie potwierdzają jakiejkolwiek jej skuteczności (jest tożsama z placebo). Homeopatia należy do sfery metafizyki i ma z prawdziwną nauką wspólnego tyle co wróżenie z fusów, stawiani tarota lub czytanie z kryształowej kuli.  Niektórzy ludzie twierdzą, że po przyjęciu preparatów homeopatycznyh ich zdrowie poprawiło się - w rzeczywistości wypili oni prawdopodobnie butelke wody, zjedli kostkę cukru lub przyjęli jakąkolwiek neutralną substancję, za która zapłacili dużo pieniędzy i mylnie przypisują temu swoje wyzdrowienie. Równie dobrze w czasie choroby stanąć na jednej nodze i popatrzyć w lewo i następnie po wyzdrowieniu stwierdzić, że ta metoda zadziałała co sprawdziliśmy na sobie !    
 
Oczywistą prawdę na temat braku jakiejkolwiek rzeczywistej skutecznoości (lub raczej braku skuteczności) "leków" homeopatycznych potwierdzają wszyscy renomowani lekarze oraz dobre ośrodki badawcze, łącznie z US National Institute of Health, który na podstawie badania przeprowadzonego w 2003 roku, stwierdził iż skuteczność preparatu homeopatycznego oscillococcinum nie jest większa niż skuteczność placebo (którym jest jakakolwiek substancja obojętna) ! W przypadku leków homeopatycznych posiadamy zatem wszystkie przesłanki aby z 100% pewnością stwierdzić, iż prawdziwe jest przysłowie "Katar nieleczony trwa tydzień, a leczony - 7 dni".

Także w Polsce w 2008 roku Naczelna Rada Lekarska wydała oświadczenie stwierdzające, że przepisywanie leków homeopatycznych stoi w sprzeczności z art 57 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który głosi iż "lekarzowi nie wolno posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe, bezwartościowe lub niezweryfikowane naukowo". Jest to zrozumiałe stanowisko. Nieco bardziej kontrowersyjny zapis zawiera art 21 ustawy o prawie farmaceutycznym, który stwierdza, iż homeopatyczne produkty lecznicze "nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej" w przeciwieństwie do innych leków. Innymi słowy: jeśli chcemy wypuścić na rynek tradycyjny lek, musimy naturalnie posiadać miarodajne badania świadczące o skuteczności. W przypadku "leków" homeopatycznych taki dowód o dziwo nie jest wymagany. Ciekawe czym kierowali się twórcy ustawy dodając ten wyjątek ? Jak widać chyba nie wszystkie leki musza być obowiązkowo skuteczne, czy niektóre mogą być z tego obowiazku zwolnione. Warto także dodać, że literatura naukowa na temat homeopatii finansowana jest niemal wyłącznie przez francuskie laboratoria Dolison i Boiron, produkujące leki homeopatyczne. Jeszcze raz należy podkreślić, żaden niezależny naukowiec oraz żadne pismo naukowe nie potwierdziło nigdy wyników tych badań. Badania prowadzone przez wszystkie niezależne instytuty medyczne i naukowców mają jednoznacznie odmienny rezultat.

Profesor dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz z Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej wypowiada się na temat homeopatii w następujących słowach:
"Według mnie wprowadzanie na rynek leków homeopatycznych nie różni się niczym od wprowadzania do obiegu fałszywych pieniędzy. O ile jednak fałszywe pieniądze nie czynią większej szkody (są wychwytywane przez banki i policję), to stosowanie leków homeopatycznych może prowadzić do zaniechania lub opóźnienia właściwego leczenia ze wszystkimi z tego wynikającymi skutkami"

Ciekawą uwagę na temat homeopatii wygłosił także Stan Polanski, lekarz z Asheville w Karolinie Północnej:

"Wyobraź sobie, ile związków chemicznych musi znajdować się w każdej dawce homeopatycznego leku, w ilości co najmniej jednej cząsteczki. Nawet przy najbardziej skrupulatnie zachowywanej czystości, kurz niesiony w powietrzu lokalu, w którym produkuje się środek homeopatyczny, musi zawierać tysiące różnych cząsteczek biologicznego pochodzenia, wywodzących się z lokalnych źródeł (bakterie, wirusy, grzyby, kropelki śliny, złuszczone komórki naskórka, odchody owadów), jak też z odległych źródeł (pyłek kwiatowy, cząsteczki ziemi, drobinki ze spalin) wraz z minerałami ziemskiego, a także pozaziemskiego pochodzenia (kurz meteorytowy). Podobnie, "neutralna" ciecz, używana w procesie rozcieńczania, musi mieć całą własną bibliotekę mikro zanieczyszczeń. Proces rozcieńczania/potencjacji (wzmagania działania) w homeopatii polega na stopniowym rozcieńczaniu doprowadzonym do fantastycznej krańcowości, z "wstrząsaniem" między każdym rozcieńczeniem. Wstrząsanie polega na specyficznym potrząsaniu czy stukaniu w pojemnik w określony sposób. Skąd wyłaniający się preparat ma podczas tego stopniowego procesu rozcieńczania wiedzieć, która z niezliczonych substancji w pojemniku jest Tą Jedyną, która rzeczywiście zabierze się do roboty? I w jaki sposób tysiące (miliony?) składników chemicznych dowiadują się, że mają siedzieć cicho lub tylko czekać w kulisach, podczas gdy Ten Jedyny Potężny zostaje namaszczony do statusu Uzdrowiciela? Koncepcja, że taki scenariusz prowadzi do wytwarzania produktów unikatowo dopasowanych do określonych chorób, jest bardziej niż nieprzekonująca"

Myśle, że w świetle wszystkich powyższych faktów, czytelnicy wizytylekarskiej będa mogli bez problemu ustosunkować się do tezy postawionej w tytule. Dodamy tylko, iż pierwszą osobą w Polsce, który na łamach czasopisma "Służba zdrowia" wprost pisała, iż leki homeopatyczne to oszustwo był prof. Andrzej Gregosiewiczowski. Profesor został nastepne pozwany przez Izbę Gospodarczą Farmacja Polska za naruszenie dóbr osobistych. W marcu 2008 roku sąd w Warszawie oddalił pozew i przyznał rację naukowcowi. Dowiedzenie, że homeopatia nie różni się niczym od szamańsko-magicznych metod nie była problemem.

Na koniec polecamy także obejrzenie jeszcze nieco bardziej humorystycznego materiału. Byćmoże, większe rozpropagowanie takich filmików poprawiłoby lekko niepokojącą statystykę przytoczoną na początku tekstu.



Wszystkim czytelnikom wizytylekarskiej, zalecamy wiarę jedynie w naukowo udokumentowane i potwierdzone metody leczenia.

Powrót

  1. Dodany przez: ~Tomek (IP:213.5.44.105)

    21:02, 23 lutego 2010 roku

    Każdemu wolno pisać co ślina na język przyniesie... mamy demokrację! Ja wiem jedno - moja córka (wiek - 8 lat) chorowała rok w rok w okresie jesienno-zimowo-wiosennym (zapalenia oskrzeli, płuc, anginy, zapal. ucha, zapal. krtani itp. itd.) Oczywiście "wlewano" w nią litrami antybiotyki, sterydy i różnego typu chemikalia, które niestety całkowicie rozstroiły jej organizm... W grudniu zeszłego roku podjąłem się leczenia preparatami homeopatycznymi na zalecenie lekarza i o dziwo!!! - CÓRKA NIE CHORUJE
    w ogóle od tamtego czasu (jedynie raz lekki ból gardła i katar - wyleczony bardzo szybko także prep. homeopat.). Mnie jako ojca nie interesuje ideologia, teorie i jakieś tam rzekome "badania naukowe" i "potwierdzone metody leczenia" - mnie interesuje EFEKT - a efekt to zdrowa córka! Czyżby cud się stał, że akurat po zastosowaniu terapii homeopatycznej córka nie choruje ? Bez komentarza!

  2. Dodany przez: ~gosia (IP:79.186.58.72)

    01:03, 28 lutego 2010 roku

    Panie Tomku, nauka (ta prawdziwa) wlasnie dazy do tego zeby wykazac czy cos daje czy nie KONKRETNY EFEKT.
    Pana coreczka wyzdrowiala i to zdazenie zbieglo sie w czasie z zazywaniem "lekow" homeopatycznych co nie oznacza, ze te leki miala na to wyzdrowienie wplyw. Równie dobrze mógł Pan wtedy minąć na ulicy czerwonego fiata punto i przypisac fakt wyzdrowienia Pana Córki temu zdarzeniu ! NIE MA ZADNEGO ZWIAZKU z wyzdrowieniem Pana Corki i minieciem w tym samym dniu czerwonego samochodu / wzieciem
    tabletki
    w ktorej NIC nie ma...

DODAJ WŁASNĄ OPINIĘ NA TEMAT ARTYKUŁU